free web hit counter

„Tajemniczy płomień Królowej Loany” Umberto Eco

Trochę czasu minęło zanim wymyśliłam, o czym właściwie jest „Tajemniczy płomień Królowej Loany” Umberto Eco. Książka zaczyna się od tego, że jej główny bohater, a zarazem narrator budzi się ze śpiączki. Gambattista Bodoni, bo o nim mowa, jest mediolańskim antykwariuszem. Wydaje się być człowiekiem spełnionym, zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Jego antykwariat, który prowadzi wraz z piękną i dużo młodszą Sybillą, posiada ugruntowaną renomę i przynosi przyzwoity dochód. Sielankę dopełnia mądra żona, która jest psychologiem, oraz dzieci i wnuki.

Po wybudzeniu Gambattista potrafi cytować obszerne fragmenty z literatury oraz żonglować datami różnych wydarzeń historycznych, natomiast nie ma pojęcia, co wydarzyło się w jego własnym życiu. Nie rozpoznaje żony, a dzieci i wnuki to obce twarze. Utracił pamięć o swoich uczuciach i emocjach, tym samym wszelkie wspomnienia, którym towarzyszył jakikolwiek ładunek emocjonalny czy uczuciowy. Przeszłość zatopiła się w mgle. Wydawałoby się, że  znowuż nie taka, aż wielka tragedia. Gambattistaa wychodzi ze szpitala w zasadzie bez większych oznak choroby, jest otoczony troskliwą opieką rodziny, przyjaciela, mógłby po prostu skupić się na życiu do przodu. Tymczasem nie, on postanawia zagłębić się w przeszłość, jakby ta przeszłość miała pozwolić na kontynuowanie życia.

Pytam po co?

Czy naprawdę należy żądać ostatecznego wyjaśnienia, jeśli uzyskawszy je, zagłębiamy się mrok? Może powinienem się zatrzymać, bo dostałem już od losu dar zapomnienia. Ale ruszyłem w drogę i muszę iść dalej. [str.138]

Gambattista postanawia wyjechać na wieś do Solary, gdzie znajduje się jego dom rodzinny. Spędził tam  piękne lata dzieciństwa i początki dorastania, a więc okres wydawać by się mogło decydujący w ukształtowaniu dorosłego człowieka. Tamże spodziewa się odnaleźć siebie. W zakurzonych pokojach natrafia na sterty zeszytów, komiksów, książek i płyt gramofonowych. Czyta co mu wpadnie w ręce, na chybił trafił, czasami fragmenty a czasami wręcz połyka jedną książkę za drugą. Odnajduje jakieś swoje dawne zapiski, z których próbuje odczytać cokolwiek co by miało znaczenie i pozwoliło mu określić siebie samego. Czasami ten czy ów fragment wzbudza w nim cień emocji, co daje narratorowi i nam wskazówkę, w jakim kierunku należałoby podążać w tych poszukiwaniach utraconego czasu. I tak wleczemy się za Gambattistą, jak przez mgłę, raz coś się wyłania, by zaraz ponownie zniknąć, stracić kształt i sens. Ten spacer nie jest nudny, jest powolny.

Na co jemu ta cała pamięć?

Po pierwsze wiadomo, że obejmuje czasy mało chwalebne – okres przypadający na faszystowskie Włochy. Po drugie zawierała bolesne momenty, i nawet jeśli miały one jakikolwiek wpływ na bieg życia bohatera, to w sumie trzeba się cieszyć, że odeszły w niepamięć. Podobnie, jak w niepamięć odeszła cała propagandowa literatura tamtego okresu. I po ostatnie, poszukiwanie przeszłości tak naprawdę oddzieliło Gambattistę od teraźniejszości: od jego rodziny, przyjaciół i smakowania tu-i-teraz.

A więc, czy naprawdę przeszłość pozwala zrozumieć, a może jedynie gmatwa sprawę, niczym mgła, która przysłania obraz i prawdę? – oto pytania, które według mnie stawia „Tajemniczy płomień Królowej Loany” Umberto Eco.

Tytuł: „Tajemniczy płomień Królowej Loany”

Autor: Umberto Eco

Tłumaczenie: Krzysztof Żaboklicki

Wydawnictwo: Noir sur Blanc

 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.