free web hit counter

„Serotonina” Michel Houellebecq

Miałam mieszane odczucia czytając „Serotoninę” Michel Houellebecqa.

Przebrnęłam przez kawał książki tylko dla samej renomy pisarza. Zniechęcał mnie znany z innych książek motyw głównego bohatera, samotnego niemłodego mężczyzny, dla którego seks i ciało młodej kobiety stanowią życiodajną siłę, a miłość jest czymś, co niechybnie przemija wyznaczając koniec związku dwojga ludzi.

Ja z bagażem zobowiązań i przeróżnych problemów kontra kolejne przygody samotnika z wyboru, do tego lekkoducha z wypchanym portfelem, który przeżywa brak odczuwania radości bo …  w zasadzie nie ma żadnych zobowiązań – toż to nie do pogodzenia. I właśnie ten rozdźwięk pomiędzy mną a bohaterem powodował moją niechęć do „Serotoniny”.

W końcu zrozumiałam (albo przynajmniej wynalazłam) wytłumaczenie, tego całego marazmu.

Florent-Claude Labrouste, nasz bohater – narrator, jest urzędnikiem ds. rolnictwa. Zarabia nie najgorzej, plus posiada niewielką fortunkę, która pozwala na prowadzenie życia bez większych finansowych zmartwień. Kiedy go poznajemy, postanawia rozstać się ze swoją partnerką, a właściwie utrzymanką, młodą Japonką. Nie jest zadowolony z ich relacji, do tego odkrywa filmiki porno z jej udziałem, w dodatku nagrywane w jego własnej sypialni. I chyba to ostatnie przeważyło szalę goryczy.

Labrouste rzuca pracę i wybiera się w podróż, w poszukiwaniu tego, co być może utracił. Odwiedza więc miejsca, w których odnajduje osoby z przeszłości, ludzi, którzy w jakiś sposób odcisnęli piętno na jego własnym życiu.

Jedzie do przyjaciela z lat studenckich, reprezentanta starego rodu arystokratycznego, który wydawałoby się otrzymał od losu same szczęśliwe losy: prezencję, majątek, arystokratyczne pochodzenie, inteligencję i intratną pracę tuż po studiach. Okazuje się jednak, że życie przyjaciela potoczyło się odmiennie. Chciał dokonać czegoś dobrego, produktywnego, coś zgodnego z naturą i przeznaczeniem człowieka. Tymczasem nie spotkała go jednoznaczna nagroda czy kara. Niewątpliwie przegrał jako mąż i ojciec, ale może odniósł zwycięstwo jako człowiek, niczym rycerz w walce o dobro?

Bohater odwiedza także swoje dawne miłości, czasami wchodzi do nich do domu, innym razem tylko ocenia z ukrycia. Jednak z tych odwiedzin nic nie wynika, bo nie da się cofnąć czasu, wydarzeń, nie da się chcieć  bez woli chcenia. Życie wymaga bądź co bądź poświęceń, jest ryzykowne, i nie gwarantuje wygranej.

Równocześnie do tych wszystkich wydarzeń Labrouste poddaje się kuracji antydepresantem. Dość szybko odzyskuje równowagę psychiczną, niepokojące objawy mijają, a zderzenie z przeszłością przebiega dość bezboleśnie, wręcz zadziwiająco bez szczególnych emocji.

Serotonina radości nie daje, choć niweluje poziom odczuwanego nieszczęścia – czyż chodzi o to, by być nijakim?

W „Serotoninie” Michel Houellebecq wykorzystuje stałe elementy, znane z innych powieści. Myślę, że dlatego, że w kółko Macieju mówi o nas samych. O tym co wybrać, żyć czy być? O podejmowaniu w życiu ryzyka, czy rezygnacji z niego, i o konsekwencjach takiego czy innego wyboru. Wreszcie zadaje pytanie czy brak odczuwania nieszczęścia jest na tyle cenne by poświęcić mu życie z całą gamą smaków (w tym cierpkiego).

Tytuł: „Serotonina”

Autor: Michel Houellebecq

Tłumaczenie: Beata Geppert

Wydawnictwo: W.A.B

 

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.